czwartek, 19 listopada 2015

Kalendarze - Małgorzata Gutowska-Adamczyk


Gdyby ktoś zapytał mnie o ulubionych polskich pisarzy, wymieniłabym w ścisłej czołówce Małgorzatę Gutowską-Adamczyk. Dotąd byłam zachwycona jej książkami, na czele z niesamowitą sagą „Cukiernia pod Amorem”. Nie miałam więc wątpliwości, że nowa powieść autorki także powali mnie na kolana.

Ideą „Kalendarzy” było przedstawienie uroku dzieciństwa, bez ekranu telewizora czy komputera. Bez oglądania świata zza szyby samochodu rodziców, ale za to spędzania czasu prawie wyłącznie na łonie natury. Okazją do wspominania błogich chwil czasów PRL staje się dla autorki wyprowadzka syna. Snucie się po opuszczonym domu sprawia, że myślami wraca ona do momentu, kiedy miała 6 lat i właśnie urodziła się jej siostra. 

Z jednej strony koncepcja książki jest ciekawa. Z zainteresowaniem czytałam o wszystkich niuansach PRL. Chociażby o tym, że młodzież zakładała na pochód pierwszomajowy najmodniejsze wówczas pepegi (tenisówki produkowane przez Polski Przemysł Gumowy) lub że w zakładach kosmetyczno-fryzjerskich istniały… stanowiska repasacji pończoch. Siedząca tam przy maleńkim stoliczku pani łatała szydełkiem dziury w nylonowych pończochach. Rajstopy nie były jeszcze wtedy dostępne, dlatego fach repasatorki miał się całkiem nieźle. :-) 

To niestety nieliczne „smaczki”, które udało mi się wyłapać z książki. Spodziewałam się ich więcej, podobnie jak liczyłam na sentymentalną podróż do czasów, które już nie wrócą. Niestety, o ile autorka zachowała swój piękny styl pisania, o tyle cała magia jej dotychczasowej prozy, akurat w „Kalendarzach” uleciała.   


Może jest trochę tak, że niektórzy pisarze potrafią kreować fantastyczną fikcję literacką, a ciężej przychodzi im pisanie o sobie? W tej opowieści o dzieciństwie zabrakło mi wielu elementów: nostalgii, czułości, detali i wyjątkowych wspomnień. Rzekłabym nawet, że powieść napisana jest trochę oschle. Przejawia się to m.in. w tym, że Małgorzata Gutowska-Adamczyk wspominając siebie sprzed lat, pisze w trzeciej osobie. Nazywa siebie „małą” lub „dziewczynką”, a o babci pisze „kobieta”. Stwarza tym niepotrzebny, moim zdaniem, dystans. 

Kolejną dyskusyjną kwestią jest brak jakiejkolwiek akcji połączony z brakiem dokładnego przedstawienia członków rodziny. Zamiast uwypuklenia ich charakterystycznych cech czy przyzwyczajeń, większa uwaga skupiona jest na nużących szczegółach, w tym na kilkustronicowym opisie topografii miasteczka.

Chwilami miałam wrażenie, że autorka nie napisała „Kalendarzy” dla czytelników, ale dla siebie i rodziny. By przedstawić im jak najwięcej szczegółów z dawnych lat i by jak najwięcej rzeczy ocalić od zapomnienia. Niewątpliwie jest to dla nich piękna pamiątka. Niemniej zabrakło mi tu przestrzeni dla czytelnika i tego nieuchwytnego „czegoś”, co posiadały niemal wszystkie poprzednie rewelacyjne książki Gutowskiej-Adamczyk.



Ulubione cytaty: 

„Najgorsza w starzeniu jest chyba nieodwołalna utrata poczucia nieśmiertelności”. 

„Kiedy koncentrujemy się na własnym działaniu, mamy szansę odczuć czas, gonimy go, starając się wyprzedzić, ale doświadczamy każdej sekundy. Kiedy uciekamy w inną realność, książkę, film, Internet, nasze doświadczenie czasu słabnie, jak podczas snu. Czas mija wtedy niezauważenie”. 

Tytuł: „Kalendarze”         
Autor: Małgorzata Gutowska-Adamczyk 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie 
Data wydania: 24 września 2015            
Ilość stron: 285 
Moja ocena: 5/10

44 komentarze:

  1. Może autorka liczyła, że wzbudzając własne wspomnienia, zabierze czytelnika w swoistą podróż do przeszłości, a przez to, że opisze własne podwórko będzie to bardziej hmmm... namacalna wyprawa? To tylko moje domysły, bo nie znam twórczości pani Gutowskiej-Adamczyk. I jak widzę, lepiej nie zaczynać tej znajomości od tej pozycji w jej dorobku literackim. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamysł być bardzo dobry, ale coś jednak poszło nie tak. Tak jak pisałam w recenzji, zabrakło jakiejś magii dotychczasowego stylu pisania Gutowskiej-Adamczyk, a także nostalgii za dzieciństwem i wyrazistych postaci. Polecam gorąco zapoznanie się z twórczością tej autorki, ale zaczynając od "Cukierni pod Amorem". Prawdziwa rewelacja dla fanów sag rodzinnych. I chyba nie tylko. :-)

      Usuń
    2. Dziękuję za polecenie. :) Będę mieć na uwadze, zwłaszcza, że widzę, że to jedna z często zachwalanych autorek. :) Trzeba będzie w końcu poznać jej twórczość, zwłaszcza, że gustuję w polskiej twórczości. :)
      Serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Fajnie, że Cię przekonałam. :-) Pozdrowionka. :-)

      Usuń
  2. Nie znam twórczości tej autorki, mimo że pierwszy tom "Cukierni..." leży na półce od bardzo, bardzo dawna. Może w końcu się za niego zabiorę, bo wiem, że po "Kalendarze" nie sięgnę. O ile chętnie poczytałabym o realiach życia w PRL i różnych ciekawostkach z tamtego okresu, o tyle topografia miasteczka czy rodzina pisarki już nieszczególnie mnie interesują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie radzę zaczynać od "Kalendarzy". Lepiej poznać twórczość Gutowskiej-Adamczyk sięgając w pierwszej kolejności po "Cukiernię". :-)

      Usuń
  3. Szkoda, że książka nie zachwyciła Cię w pełni. Ja co prawda nie mam jej w planach, ale jeśli przypadkiem trafi w moje ręce to jednak dam jej szansę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam tej autorki i szczerze mówiąc to nie wiem czy chcę ją poznać skoro ta książka Cię nie zachwyciła.

    Pozdrawiam
    blog--ksiazkoholiczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam zamiar zapoznać się z piórem tej autorki. Może jednak zacznę od innej książki, żeby się nie zniechęcić. Jak myślisz od czego powinnam zacząć?
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jak wspominałam wyżej, na pewno od "Cukierni pod Amorem" (jeśli lubisz sagi rodzinne z wieloma bohaterami), "Podróży do miasta świateł" (jeśli lubisz historie z tajemnicą w tle, a do tego dziejące się na dwóch płaszczyznach czasowych) lub od "Fortuny i namiętności" (jeśli interesują Cię klimaty w stylu "Ogniem i mieczem"). :-)

      Usuń
  6. No proszę, tego się nie spodziewałam. Chociaż jej twórczość to raczej nie moja bajka, o autorce jak na razie słyszałam same superlatywy. Ale cieszy mnie bardzo, że nie wystawiasz na oślep dobrej oceny tylko dlatego, że lubisz jej twórczość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się być obiektywna, ale i tak w przypadku negatywnych recenzji zawsze mam wyrzuty sumienia i zastanawiam się, czy nie za bardzo skrytykowałam daną książkę. W końcu autorka na pewno starała się jak najlepiej oddać swoją historię. :-)

      Usuń
    2. Myślę, że krytyk, recenzent (nieważne jak to nazwać) powinien śmiało pisać o swoich odczuciach względem książki czy filmu, nawet jeśli są one skrajnie złe. Każdy autor się stara, każdy wydając myśli, że to, co zrobił, jest dobre. Ale krytyka ma właśnie stać na czytelniczej straży i trochę ostudzać zapał autora. Wszystko oczywiście bez większych złośliwości, z zaznaczeniem wad, które można by było naprawić. Nie musisz mieć z tego powodu wyrzutów sumienia ;)

      Usuń
    3. Pięknie to ujęłaś. :-) Cieszę się, że tak myślisz. :-)

      Usuń
  7. Nie znam autorki niestety... wiesz bardzo lubię Twoje recenzje, bo po nich mam cały obraz książki z jej zaletami wadami - bardzo mi się to podoba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki cel mi właśnie zawsze przyświeca. :-)))

      Usuń
  8. Dwa dni temu zamówiłam sobie "Cukiernie pod Amorem" i będę dopiero poznawać twórczość tej autorki. Szkoda, że zawiodłaś się na niej, ale miejmy nadzieję, że w przyszłości przy lekturze innej/nowej książki będzie lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam na kolejną część "Fortuny i namiętności" - mam nadzieję, że na tej książce się nie zawiodę. Mam wobec niej duże oczekiwania. Miłej lektury "Cukierni". Koniecznie daj znać, jak wrażenia. :-)

      Usuń
  9. Mnie książka bardzo ujęła swoją sielskością :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym też móc tak powiedzieć, ale niestety mnie ta książka zawiodła...

      Usuń
  10. Okładka jest cudowna! Szkoda, że się zawiodlas. Ja raczej nie sięgnę, bo nie przepadam za książkami bez jakiejkolwiek akcji.

    OdpowiedzUsuń
  11. W "Kalendarzach" bałam się właśnie tego, o czym piszesz: braku akcji i zawężenia opisów bohaterów. W tej chwili czeka na mnie 3 tom "Cukierni". Też ueażam, że to wspaniała saga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale fajnie, że ją czytasz? Będzie recenzja? :-)

      Usuń
    2. Super, w takim razie będę jej wyglądać. :-)

      Usuń
  12. Planowałam przeczytać tę książkę, lecz jakoś nie wyszło :) Może zacznę jednak od innej książki tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  13. Raczej książki nie przeczytam.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie czytałam nigdy niczego tej autorki i jakoś mnie do niej nie ciągnie, choć czytałam wiele, naprawdę wiele dobrych opinii o jej książkach. Może kiedyś dojrzeję do jej twórczości. Zobaczymy. I tym razem muszę "Kalendarze" sobie odpuścić :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Mona Te [Blog]

    OdpowiedzUsuń
  15. Szkoda, że w tej powieści czegoś zabrakło... Ja przymierzam się do poznania twórczości tej autorki, ale nie będę zaczynała od "Kalendarzy".

    OdpowiedzUsuń
  16. Po pierwszym zdaniu byłam pewna, że książka będzie dobrze oceniona przez Ciebie. Przykre tak rozczarować się pisarzem, którego się ceni. Ja po tę książkę tak czy siak nie sięgnęłabym; mam na półce Cukiernię pod Amorem i pomimo kilku poddejść do niej nigdy nie potrafiłam jej skończyć :( To chyba nie dla mnie...

    Pozdrawiam :) Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaskoczyłaś mnie, że "Cukiernia pod Amorem" Ci się nie podobała. Ale skoro kilka razy zaczynałaś czytać i nie przebrnęłaś, to chyba rzeczywiście nie dla Ciebie. Pozdrawiam ciepło. :-)

      Usuń
  17. Przyznaję, że nie znam autorki, ale zachwyciła mnie okładka! I oczywiście Twoje fotografie! Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorkę naprawdę warto poznać (tylko że przy okazji innej książki), a za komplement dziękuję. :-) Pozdrowionka

      Usuń
  18. Mogłabym godzinami patrzeć się na Twoje zdjęcia - są takie klimatyczne ! :)
    Książki raczej nie przeczytam :/
    Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  19. Książka czeka u mnie na półce, ale nie mogę się jakoś za nią zabrać :)
    Nominowałam Cię do TAGA!
    http://modnaksiazka.blogspot.com/2015/11/liebster-blog-award-2.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za nominację Dominika. :-) Jak już może wiesz, strasznie ciężko zabrać mi się za tagi. Nigdy nie mam na nie weny, ale jeśli się to zmieni, na pewno zrobię też Twój tag. Pozdrawiam serdecznie. :-))

      Usuń
  20. Aż wstyd się przyznać, ale nie czytałam nic autorstwa tej Pani. Muszę koniecznie nadrobić! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Lustro Rzeczywistości mówiło, że masz piękne zdjęcia książek - i nie myliło się;-) Piękne zdjęcia, świetne książkowe stylizacje;-) Aż miło się robi przy czytaniu, bo ja też na zdjęcia zwracam uwagę;-) Gutowskiej nie czytałam nic jeszcze, ale widziałam ją na targach w Krakowie;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lustro normalnie robi mi darmową promocję. :-) Już jej za to dziękowałam. :-) Co do Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk, czekam na jej kolejną część "Fortuny i namiętności". Ma się ukazać w najbliższym czasie i mam nadzieję, że tym razem się nie zawiodę. :-) PS. Witaj na blogu. :-)))

      Usuń
  22. Strasznie mi się podoba okładka (i zdjęcia, szczególnie ostatnie ;))
    Ciesze się jednak, że nie zdecydowałam się na nią :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja natomiast nie znam jeszcze twórczości autorki, chociaż jest ona w moich obszernych planach czytelniczych ;)) Tę książkę jednak odpuszczam bowiem całkowicie ufam Twojej rzetelnej recenzji, chociaż okładka, a przede wszystkim zdjęcia które wykonałaś mocno przyciągają moją uwagę :)) Uwielbiam zdjęcia z pleneru, a jesień była znakomitym tłem, cóż szkoda, że już uleciały jej barwy, teraz jest ponuro i smutno... będziemy musiały intensywnie szukać inspiracji do zdjęć, zima to trudny temat, zwłaszcza kiedy nie ma śniegu... ;)) Dobranoc... ;*

    OdpowiedzUsuń