niedziela, 23 sierpnia 2015

WYNIKI Wakacyjnej rozdawajki


Mam przyjemność ogłosić dzisiaj wyniki Wakacyjnej rozdawajki i podziękować wszystkim za udział. :-) Zgłosiło się Was naprawdę dużo, bo ponad 110 osób. Dla przypomnienia, warunki udziału były następujące:

- zgłoszenie chęci udziału,
- bycie obserwatorem bloga (i/lub fanem na Facebooku),
- wybranie sobie jednej książki: „Kochając pana Danielsa” lub „Dziewczyna z zegarem zamiast serca”,
- podanie swojego maila oraz adresu bloga (opcjonalnie, jeśli posiadacie),
- udostępnienie podlinkowanego banera na swoim blogu, Facebooku lub G+,
- polecenie mi najlepszej Waszym zdaniem książki na wakacje (może być wraz z linkiem do Waszych recenzji, ale nie jest to warunek konieczny. Wystarczy sam tytuł).

WYNIKI 

Spośród zgłoszeń wybrałam te, które spełniały warunki regulaminu i ułożyłam je w kolejności chronologicznej. O „Dziewczynę z zegarem zamiast serca” grało 38 osób:

1. Clevleen
2. Karolina Krakowiak
3. Daga Błaszczyk
4. megi94
5. Bohaterka Realna
6. PaniKa. P
7. Recenzje Silviany
8. Wonderland OfBook
9. Emilka Z
10. Przeczytanki Dorota Lińska-Złoch
11. Dagmara Janik
12. Iza Batraniec
13. Monika Ś.
14. Magdalena Sobieszczyk
15. Nadia
16. Gosche
17. Kamila Marta
18. Katarzyna Kat.
19. Grace Holloway
20. Klaudia Malik
21. SallyBrovn
22. Klaudia
23. Varierra
24. rudy włos
25. Ania K
26. Maromirus Krassus
27. Mariola Nowak
28. Zawsze uśmiechnięta!
29. mati Mmm
30. Riddla
31. Tina Black
32. Sebastian Czapliński
33. Antosia
34. Ruda Recenzuje
35. Cynka7
36. Kamila Mikołajczyk
37. Kama Salvatore
38. Paulina Stachyra

Za pomocą strony Losowe.pl, który generuje szczęśliwe liczby z przedziału 1-38 wylosowałam: nr 2, czyli Karolinę Krakowiak. Serdecznie gratuluję! 

Kolejne losowanie dotyczyło książki „Kochając pana Danielsa”. Brało w nim udział 71 osób:

1. Insane
2. awiola
3. Aleksandrowe myśli
4. Beti G.
5. Stworek vel Oka
6. Pani poCZYTAlna
7. Natalia Kapela
8. fortis
9. Magdalena Redlińska
10. Elenkaa_
11. Booksofme world
12. Natkasroka
13. Patrycja Sudoł
14. Dziewczyna z książkami
15. Magdalena T.
16. Borowska Sylwia
17. Monika Płatek
18. Naomi Stark
19. Książki o ciekawych treściach
20. Patrycja Waniek
21. IDK
22. 16Kasiek
23. Ania Wolniak
24. Black Angel
25. Lena S
26. Klaudia M
27. Karolina Nowak
28. rozmarzona
29. Lexiss Cross
30. Mitchelia Vitamo
31. Zawieszona w Czasie
32. Sylwia Węgielewska
33. Good Girl
34. Lady Herondale
35. Pani Lecter
36. zakręcona
37. Dream
38. Zjadam Skarpety
39. Booktastic
40. Ula Jocz
41. Lemoni ♥
42. Iza Reads
43. MoMo
44. Alek
45 .klaudiaw41
46. kwiatusia
47. Doomisia♥
48. Lubię dużo czytać
49. Szczęśliwa Mama
50. Alina Szymczak
51. Book Worm
52. Dakota
53. Bookowa Dama
54. Magdalena Barwińska
55. Anna Nawrocka
56. Marta Marple
57. Gab riela
58. aniolniedziewczyna
59. Łapacz snów
60. Gosia Pawlaczyk
61. Piotr Iwanowski
62. Teresa K
63. Bogdan N
64. Epilog - zaczytana Joana
65. lorien
66. Kryśka #Wybebeszamy_Książki
67. Aneta Pachurka
68. Basia Grencel
69. Ewelina Poc
70. Dorota Wysocka
71. becka007

Tutaj także losowanie odbyło się za pomocą strony Losowe.pl. Z przedziału 1-71 wylosowałam szczęśliwy nr 11, czyli Booksofme world. Również serdecznie gratuluję!


Mam nadzieję, że ucieszycie się z wygranych. Za chwilę napiszę do Was maile w sprawie odbioru nagród. Jeszcze raz dziękuję wszystkim za udział i zapraszam do udziału w kolejnych rozdawajkach. :-)

wtorek, 18 sierpnia 2015

Powrót do Daringham Hall - Kathryn Taylor


Czy oglądaliście i lubiliście kiedyś „Modę na sukces”? Bo jeśli tak, na pewno świetnie odnajdziecie się w klimatach „Powrotu do Daringham Hall”. Łączy je ten sam sztuczny melodramatyzm, zakazane romanse i niejasne powiązania rodzinne.

W książce opisany jest świat bogatych ludzi, którzy we współczesnych czasach utrzymują dwudziestoosobową służbę. Ludzi, którzy po latach dowiadują się, że ich syn nie jest ich synem, a kuzyn nie jest kuzynem. Znajdziecie tu: zanik pamięci, testy na ojcostwo, żądzę zemsty i miłość do bliskiego krewnego (który nie wiadomo, czy faktycznie jest krewnym). Czyli generalnie – telenowelę. :-)

Osobiście nie mam nic przeciwko takim konwencjom i rozumiem, że mogą się komuś podobać. To, co mam do zarzucenia „Powrotowi do Daringham Hall” ma jednak związek z czymś innym. A mianowicie ze słabo zarysowanymi postaciami i kiepskim rozwojem akcji.

Zaczynając od postaci: o głównym bohaterze Benie, który przybywa z USA do Anglii Wschodniej, wiemy niewiele. Jest oczywiście przystojny, bogaty, ma świetną pracę we własnej firmie informatycznej i ciemne blond włosy. Ma też problem. Jest nim niedawno odkryty ojciec Ralph Camden, o którym matka opowiedziała mu na łożu śmierci. Ojciec jest głową szlacheckiego rodu, a Ben wyrusza na spotkanie z nim, aby odebrać mu majątek w postaci posiadłości Daringham Hall.

Co Ben ma zamiar zrobić z odzyskaną posiadłością? Jak wykorzysta odziedziczony tytuł baroneta (czyli najwyższy stopnień wśród niższej szlachty angielskiej)? Czy zamierza porzucić swoje ustabilizowane życie w Nowym Jorku? – w sumie nie znajdziemy w książce odpowiedzi na te pytania. Wiemy tylko, że Ben chce się zemścić na ojcu. Jego plan natomiast pozostaje niejasny. 

Do tego „plan” krzyżuje pięć młodych dziewczyn, które napadają na Bena, okradają go i przyczyniają się do zaniku pamięci. Swoje pięć groszy do nieszczęsnej sytuacji dokłada też Kate, piękna pani weterynarz i krewna Camdenów, która początkowo bierze głównego bohatera za włamywacza i okłada leśnym polanem. :-)

Chwilami jest to tak naiwna historyjka, że aż śmieszna. Dlatego nie mogę powiedzieć, że czytało mi się ją źle. Raczej zabawnie. :-) Kate (również bardzo schematycznie zarysowana postać) ma po niechcącym pobiciu Bena tak ogromne wyrzuty sumienia, że postanawia się nim zaopiekować. Co oczywiste, szybko się w sobie zakochują, podczas gdy nasz bohater stara się przypomnieć sobie, kim jest. 

W tle rozgrywają się jednocześnie wątki poboczne. Pojawiają się kolejni kuzyni, kuzynki, ciotki i wujkowie z rodu Camdenów, a każdy z nich zlewa się w jedno. Dopiero pod koniec historii zrozumiałam kim jest Ivy dla Anny, Anna dla Davida, a James dla Olivii. 

Wszystko dzieje się zbyt szybko. Ben i Kate zakochują się w sobie dosłownie po kilku rozmowach. Peter (współpracownik Bena) natychmiast go odnajduje, mimo że nie miał pojęcia, dokąd tamten pojechał. Ralph bez problemu akceptuje Bena. Przez to nie ma żadnego stopniowania akcji ani momentu, kiedy na coś wyczekujemy. Raczej wyczekiwałam końca książki niż kolejnych wątków. Dlatego gorąco polecam, ale tylko fankom brazylijsko-amerykańsko-argentyńskich tasiemców. :-) 

Tytuł: „Powrót do Daringham Hall”  
Autor: Kathryn Taylor   
Wydawnictwo: Otwarte 
Data wydania: 29 lipca 2015   
Ilość stron: 295  
Moja ocena: 4/10

piątek, 14 sierpnia 2015

Najpierw czytam, później oglądam: Motyl - Lisa Genova


To wielka sztuka pisać o cierpieniu bez patetyzmu. Bez użalania się i idealizowania. A jednak autorce „Motyla” to się udało. Przedstawiła chorobę Alzheimera w prosty, ale przejmujący sposób, tworząc prawdziwą, ludzką kreację Alice oraz przytaczając wiele szczegółów na temat przebiegu choroby.

Poznając Alice wiemy, że osiągnęła w życiu wszystko. Jest pięćdziesięcioletnią kobietą z sukcesami zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. Ma kochającego męża Johna, trójkę ambitnych dzieci oraz pracę, którą uwielbia. Od ponad dwudziestu lat jest wykładowcą na Harvardzie, a jej błyskotliwa kariera przyczynia się do rozwoju psycholingwistyki, czyli dziedziny zajmującej się psychologicznymi podstawami funkcjonowania języka – co wiem z Wikipedii. :-)
Świat Alice nie zmienia się nagle i diametralnie. Po prostu pewnego dnia zaczyna zapominać. Co oznaczają zapiski w jej kalendarzu, gdzie odłożyła telefon, dotąd powinna polecieć na wygłoszenie wykładu. Początkowo bagatelizuje objawy, bo myśli, że to menopauza. I nawet, kiedy dowiaduje się od lekarza, że ma Alzheimera o wczesnym początku (na którego cierpi tylko 10% pacjentów), nie wpada w panikę. Wciąż wydaje się jej, że może przyjmować leki i prowadzić normalne życie.
Drastyczne zmiany następują powoli. Upływający czas (dokładnie dwa lata) stopniowo zabiera Alice wszystko. Jej ukochaną pracę, bo nie jest w stanie przypomnieć sobie słów na wykładzie. Jej hobby jogging, bo gubi się w tłumie i nie potrafi odnaleźć drogi do domu. Jej tożsamość, bo przestaje być naukowcem, a staje się osobą całkowicie uzależnioną od innych. 

Dotąd wydawało mi się, że Alzheimer to zapominanie imion, nazw i tego, co się przed chwilą powiedziało. Ale to nie wszystko. Osobom cierpiącym na tę chorobę szwankuje też zmysł postrzegania przestrzennego. Nie są w stanie prawidłowo ocenić odległości obiektów. Dlatego Alice w pewnym momencie skręca kostkę, schodząc z chodnika i nie potrafiąc określić jego wysokości. 

Czytanie o postępującej demencji było zarazem interesujące i straszne. Lisa Genova w mistrzowski sposób przedstawiła świat chorego. Wieczne poszukiwanie rzeczy, gubienie się we własnym domu, odizolowanie. Ukazała rzeczywistość oczami Alice, ale co ciekawe, bez używania pierwszoosobowej narracji. Mistrzowska jest szczególnie jedna z ostatnich scen, kiedy John spiera się z ich dziećmi w sprawie przeprowadzki do Nowego Jorku, a siedząca obok, nieobecna Alice przysłuchuje się im jakby „zza szyby”. Słyszy, ale nie rozumie. Nawet tylko dla tej sceny warto przeczytać tę książkę.
Autentyczności historii Alice dodaje fakt, że autorka (sama będąca neurobiologiem) pracowała nad nią przy pomocy środowiska lekarskiego, obserwując pracę na Oddziale Zaburzeń Pamięci, regularnie kontaktując się z pacjentami, a nawet biorąc udział w testach neuropsychologicznych. Jak doczytałam w wywiadzie kończącym książkę, inspiracją do napisania „Motyla” była historia jej babci, która zachorowała na Alzheimera w wieku osiemdziesięciu lat. 
„Motyl” to kawał dobrej literatury, którą polecam wszystkim. Nie bójcie się ciężkiej tematyki, bo jest tu ona podana w wyjątkowo przystępny sposób. Podobnie godna uwagi jak ekranizacja „Still Alice” z oscarową rolą Julianne Moore (która po prostu staje się Alice) oraz niezłą kreacją Kristen Stewart, która przekonująco wciela się w jej córkę Lydię i tym samym odcina od etykietki Belli ze „Zmierzchu”. Warto, naprawdę warto przeczytać i zobaczyć. 
PS. W książce autorka często wspomina o ulubionym napoju Alice, czyli o herbacie z cytryną. Akurat w przypadku bohaterki nie ma to znaczenia, bo jej choroba ma podłoże genetyczne, ale czy wiedzieliście, że picie herbaty z cytryną może przyczyniać się do powstania Alzheimera? (W przypadku, gdy wrzucamy cytrynę do wrzątku, a fusy z herbaty są jeszcze w szklance). Ja dowiedziałam się o tym całkiem niedawno. Dlatego teraz częściej wybieram herbatę z pomarańczami.  
Tytuł: „Motyl” 
Autor: Lisa Genova 
Wydawnictwo: Filia 
Data wydania: 16 kwietnia 2014 
Ilość stron: 350 
Moja ocena książki: 9/10 
Moja ocena filmu „Still Alice”: 9/10  
Książka przeczytana w ramach wyzwania: Najpierw czytam, później oglądam

wtorek, 11 sierpnia 2015

Fangirl - Rainbow Rowell


Uwielbiam cytat Carlosa Ruiza Zafóna „Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie”. To by tłumaczyło, dlaczego „Fangirl” tak bardzo przypadła mi do gustu. Chociaż okładka zapowiada historię bliźniaczek, ja powiedziałabym raczej, że jest to opowieść o studenckim życiu, pasji oraz o tym, że nawet największy „freak” znajdzie swoją bratnią duszę.:-) 

Autorka skupia się tylko na jednej z sióstr. Jest nią Cath, tytułowa „Fangirl”, czyli dziewczyna totalnie aspołeczna. Żyje we własnym, wirtualnym świecie i boi się spotkań z ludźmi. Dotąd jej jedyną przyjaciółką była bliźniaczka Wren. Jednak wraz z rozpoczęciem nauki w college’u, ta oznajmia, że nie chce dłużej mieszkać z Cath, ponieważ woli towarzystwo nowych znajomych i studenckie imprezy. 

Wren znika więc z horyzontu, a jej siostra jest zdana na siebie. Trafia do akademika, gdzie poznaje sarkastyczną Reagan, jej wiecznie uśmiechniętego „chłopaka” Leviego i kolegę z zajęć kreatywnego pisania Nicka. Początkowo Cath jest tak odizolowana, że nie potrafi nawet trafić do stołówki. Woli odżywiać się przez miesiąc batonikami, niż odezwać się do współlokatorki i spytać, gdzie można zjeść obiad.  

To, co odróżnia główną bohaterkę od innych, to jej wielka pasja do pisania. Cath każdą wolną chwilę spędza na pisaniu tzw. fanfików, czyli nieoficjalnych opowiadań o fikcyjnym Simonie Snow. Są one często przytaczane w książce i traktowane jako „wstawki” pomiędzy kolejnymi rozdziałami. O ile jednak historia Cath mnie bardzo interesowała, o tyle jej fanfiki już mniej. Może dlatego, że Simon Snow przypominał mi Harry’ego Pottera, a nie przepadam za wtórnością. 


Mimo to „Fangirl” czytało mi się szybko i przyjemnie. Wracając do cytatu Zafóna, wydaje mi się, że polubiłam tę książkę ze względu na jej znajomy mi klimat. Autorka idealnie oddała atmosferę pierwszego roku studiów, zagubienia wśród masy nowych ludzi, trudności w aklimatyzacji z dala od rodzinnego domu oraz zawierania prawdziwych przyjaźni z ludźmi, którzy początkowo wydają się nadawać na zupełnie innych falach. :-) 

Nie zabrakło też sympatycznej i wciągającej historii miłosnej oraz pokazania skomplikowanych relacji Cath z imprezującą siostrą, nadwyrężonym psychicznie, ale kochającym ojcem oraz nieobecną matką. Te wątki znacznie urozmaicają fabułę i sprawiają, że życie Cath na pewno nie jest monotonne. 

Myślę, że wrażenia z „Fangirl” w dużym stopniu zależą są od tego, czy polubicie główną bohaterkę. Przyznaje, że Cath jest dziwna, neurotyczna, a nawet dziecinna. Zapewne dlatego, czytając recenzje na innych blogach, spotkałam się z zarzutami, że książka jest infantylna. Nie zgodzę się z tym. Styl pisania Rainbow Rowell jest świeży, zabawny i lekki, ale nie infantylny. To jedynie jej bohaterowie są chwilami zdziecinniałymi geekami, którym ciężko się odnaleźć w świecie. Trudno ich zrozumieć, ale łatwiej zaakceptować. Ja zaakceptowałam od razu. I dzięki temu bawiłam się przednio. :-) 

Tytuł: „Fangirl” 
Autor: Rainbow Rowell  
Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive 
Data wydania: 27 lipca 2015  
Ilość stron: 457 
Moja ocena: 8/10

niedziela, 9 sierpnia 2015

Stulecie Winnych. Ci, którzy wierzyli - Ałbena Grabowska


To już ostatnie spotkanie w Winnymi. Trzeci tom sagi zamyka historię rodziny po 100 latach od narodzin Ani i Mani. Trochę szkoda, bo będę tęsknić za niektórymi bohaterami. Niestety, o ile pierwsze dwie części sagi bardzo mi się podobały, o tyle trzecia okazała się najmniej ekscytująca.  

Po pierwsze ród Winnych się rozrasta. Rodzą się nowi bohaterowie lub powracają po latach starzy. Chwilami gubiłam się w tym natłoku nie tylko ja sama, ale i… autorka książki. Na przykład na stronie 13 Kasia (córka Mani) opowiada lekarzowi, jak jej babcia i babunia urodziły się w różnych dniach, mimo że są bliźniaczkami. Tymczasem, chodziło jej o… swoją matkę Manię i ciocię Anię. Innym razem autorka pisała o charakterystycznym znamieniu w kształcie serca na ramieniu Julii (strona 41), by już dziesięć stron później wspomnieć o tym samym znamieniu, tylko że na skroni. :-)  

Po drugie, nadmierną ilość postaci i wątków powoduje „nierówność” akcji. Jedne wydarzenia rozciągnięte są w czasie zajmując kilkanaście stron, za to inne potraktowane są po macoszemu i opisane pobieżnie, bez dbałości o istotne szczegóły. Jak tylko wciągałam się w daną historię, była ona urywana i autorka przechodziła do następnej.

Po trzecie (ale to już moje całkiem subiektywne odczucie), zupełnie nie interesował mnie wątek księdza Ignacego, nadmiernie rozbudowany kosztem innych, ciekawszych historii (np. Jaśka ze Stanów). Nie lubiłam też Ewy, która okazała wielką niewdzięczność względem jej kochającej przybranej matki Ani.


Mimo tych nieścisłości i niuansów trzeciej części, wciąż uważam, że sagę „Stulecie Winnych” jako całość warto przeczytać. Ałbena Grabowska jest autorką, którą warto znać, a jej twórczość to nie tylko historia rodziny, ale i historia Polski w ogóle.

Od I i II wojny światowej, przez kolorowe lata 70., po współczesność. Mnie, oprócz przemian społecznych i politycznych, najbardziej ciekawiły lata 80. Z przyjemnością wspominałam swoje własne dzieciństwo, czytając, jak Julia i Urszula oglądają „Dynastię” i „Koło fortuny” lub jak ekscytują się pierwszymi reklamami w telewizji i robieniem zakupów w Pewexie. :-)

Odkładam przeczytane „Stulecie Winnych” z sentymentem i poczuciem dobrze spędzonego czasu. Teraz czekam na kolejną, równie dobrą polską sagę. 

Tytuł: „Stulecie Winnych. Ci, którzy wierzyli 
Autor: Ałbena Grabowska  
Wydawnictwo: Zwierciadło  
Data wydania: 22 kwietnia 2015  
Ilość stron: 322 
Moja ocena: 7/10