piątek, 23 października 2015

Po prostu bądź - Magdalena Witkiewicz


Ciężko jest mi pisać recenzję książki, która aż tak bardzo mi się spodobała. Najchętniej napisałabym tylko trzy słowa: cudowna, musicie przeczytać! :-)

Przyciągnęła mnie wszystkim: śliczną okładką, ciekawą zapowiedzią, licznymi reklamami i pozytywnymi recenzjami na innych blogach. Zazwyczaj po takich powszechnych „ochach i achach” spodziewam się zbyt wiele i ostatecznie jestem rozczarowana. Tym razem jednak było inaczej. „Po prostu bądź” to przepiękna opowieść o tym, że życia nie da się zaplanować, a miłość przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie.

Pola ma dokładnie zaplanowaną przez rodziców przyszłość. Ich zdaniem powinna zostać z nimi na wsi, zająć się gospodarstwem i poślubić kolegę z sąsiedztwa. A jeśli ona ma inne marzenia? Wbrew wszystkiemu, sprzeciwia się woli rodziny i wyrusza do Gdańska studiować architekturę. Na własną rękę szuka szczęścia, ale wtedy życie pokazuje jej, że nie jest tak dobre i przewidywalne, jak sądziła…

Nie chcę opowiadać całej treści, ponieważ mniej więcej w połowie książki następuje zaskakujący zwrot akcji, który zmieni na zawsze tak dobrze zapowiadającą się przyszłość Poli. Okaże się, że marzenia są rozbieżne z rzeczywistością, ale z każdej sytuacji jest jakieś wyjście.


Ostatnimi książkami Magdaleny Witkiewicz, jakie czytałam były: „Szkoła żon” i jej kontynuacja – „Pensjonat marzeń”. Były to poprawne powieści obyczajowe, ale niewiele poza tym. Nie wzbudziły we mnie większych emocji i szybko o nich zapomniałam. Tym bardziej jestem zaskoczona ogromnym progresem, jaki autorka od tego czasu zrobiła.

„Po prostu bądź” napisana jest nowocześnie i rzekłabym – światowo. Każdy rozdział zaczyna się cytatem z piosenki, a obecnie nawiązania do muzyki, zwłaszcza w kręgu New Adult, są bardzo modne. Poza tym mamy np. przytaczanie treści maili („50 twarzy Greya”, „Love, Rosie”) lub prowadzenie narracji z perspektyw kilku bohaterów („Jeden krok”, „Ostatnie dni Królika”). Nie zrozumcie mnie źle – nie posądzam autorki o plagiat. Absolutnie nie. Po prostu widać, że interesuje się aktualnymi trendami w literaturze obyczajowej i na ich podstawie kształtuje swój własny, piękny styl.

Gorąco polecam jej najnowszą powieść. Nie jest to książka do przeczytania, ale do „połknięcia” w jeden dzień. Ja zaczęłam ją czytać rano i skończyłam o pierwszej w nocy. Zapewne udałoby mi się to wcześniej, gdyby nie inne, nudne obowiązki, które odrywały mnie od lektury. :-) „Po prostu bądź” wciąga bardzo skutecznie, dlatego radzę czytać ją w weekend. Wtedy, kiedy możecie poświęcić czas tylko i wyłącznie na leniwe chwile z tą magiczną, pełną niesamowitych cytatów opowieścią. :-)


To tylko niektóre z cytatów (a wśród nich najbardziej lubię ten o pociągu): 

„Życie jest zbyt krótkie, by przejść przez nie samotnie. Proszę, po prostu bądź”.

„Fajnie byłoby mieć mapę z zaznaczonym miejscem, gdzie leży szczęście. Człowiek musi się bardzo namęczyć, by je znaleźć na mapie życia. By wybrać właściwą drogę, minąć bagno łez, rozpaczy, przekopać się przez kamienie problemów i znaleźć przydrożną tabliczkę z napisem: Szczęście”.

„Chodzi o to, by robić to o czym marzysz. Bo jeżeli umiesz marzyć, to jest już połowa sukcesu”. 

„Jest tyle nowych, cudnych smaków, że trzeba je poznawać. W ogóle trzeba chłonąć wszystko co nowe. Życie jest za krótkie, by siedzieć w jednym miejscu i tkwić naburmuszonym na cały świat”.

„Czasem życie jest gorzkie. Jak piwo bez soku”.

„(…) życie pędzi cały czas do przodu. Jest jak pociąg dalekobieżny. Jedzie ze stałą prędkością, zgodnie ze swoim rozkładem. Na nikogo nie czeka. Nie można go – ot, tak – zatrzymać w polu. Ale to ty decydujesz, do którego wagonu wsiądziesz i na jakiej stacji. Ty decydujesz, czy w ogóle wsiądziesz, czy będziesz stała z boku i obserwowała tych, co właśnie podróżują. Jadą, śmieją się i rozmawiają. Czasem też płaczą. Życie. Jak nie wsiądziesz, pociąg i tak dalej pojedzie. A ty nie będziesz wiedziała, czy razem z tym wagonem, który właśnie odjechał, nie opuściła cię również twoja życiowa szansa”. 

Tytuł: „Po prostu bądź” 
Autor: Magdalena Witkiewicz  
Wydawnictwo: Filia 
Data wydania: 7 października 2015  
Ilość stron: 338 
Moja ocena: 10/10

wtorek, 20 października 2015

Sisi. Cesarzowa mimo woli - Allison Pataki


Młoda, piękna, uwielbiana przez tłumy. Ba, nawet kochana. A jednak nieszczęśliwa… Historia daje niejedne przykłady takich życiorysów. Nie bez powodu cesarzową Sisi często porównuje się do księżnej Diany. Łączyła je uroda, samotność w małżeństwie oraz odosobnienie w arystokratycznym środowisku. I nawet miłość milionów ludzi nie potrafiła zapełnić ich życiowej pustki.

Możliwe, że pierwsze skojarzenia, jakie macie z Sisi są związane ze słynnym filmem o niej z Romy Schneider w roli głównej. Jednak cukierkowy świat przedstawiony w filmie niewiele ma wspólnego z książką Allison Pataki. Tu historia Sisi jest bardziej brutalna i obrazowa.

Zaczyna się od 1853 roku, kiedy Sisi ma 15 lat i spędza jeszcze beztrosko czas w rodzinnym domu w Bawarii. Pewnego dnia jej matka oznajmia starszej siostrze Sisi, Helenie, że zamierza wydać ją za mąż za młodego cesarza, osiemnastoletniego Franciszka Józefa. Sisi przypada rola towarzyszki podróży, która ma pomagać Helenie w jej pierwszych krokach na cesarskim dworze w Wiedniu.

Niestety, rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Cesarz zakochuje się od pierwszego wejrzenia nie w Helenie, a w Sisi. Do tego stopnia, że sprzeciwia się woli swojej matki Zofii i poślubia młodszą z sióstr. Sisi odwzajemnia jego miłość, więc czemu życie nie toczy się jak w bajce? Powodów jest kilka, na czele z despotyczną teściową. To ona tyranizuje życie młodej mężatki, kwestionując każdą jej decyzję, szpiegując, a wreszcie – odbierając jej dzieci i wychowując po swojemu.

Jeśli ktoś jest zainteresowany opowieścią o teściowej z piekła rodem, to na pewno spodoba mu się książka Pataki. Ale fatalne relacje z matką męża, nie były jedynymi problemami Sisi. Poza tym bardzo tęskniła za rodzinną Bawarią i nie potrafiła się odnaleźć na fałszywym dworze, gdzie obowiązywała sztywna etykieta i dziwne zasady (np. noszenie codziennych pantofli tylko przez jeden dzień i ich wyrzucanie). Stanu niezrozumienia i odosobnienia nie ułatwiał Franciszek Józef, który mimo że szczerze kochał żonę, w ostatecznym rozrachunku, zawsze brał stronę matki.

Dzięki fabularyzacji historii Sisi, książka jest pełna dialogów, ale też sytuacji, które zapewne nigdy nie miały miejsca. Za to doskonale oddaje charaktery postaci oraz wielką samotność cesarzowej w tłumie i w małżeństwie. Zachęcam do przeczytania szczególnie te osoby, które nie lubią historii. Tu polityka, daty, wojny, tło historyczne – wszystko jest na drugim miejscu. Na pierwszym jest przede wszystkim historia kobiety – jednej z najbardziej nieszczęśliwych na świecie.

Ciekawostki: 

1) Sisi była dla Franciszka Józefa bliską kuzynką, ponieważ ich matki były… siostrami. Bliskie pokrewieństwo nie stanowiło jednak dla nikogo przeszkody.

2) Cioteczną babką Franciszka Józefa była Maria Antonina.

3) Według Allison Pataki, damy dworu szpiegowały Sisi na zlecenie jej teściowej, arcyksiężnej Zofii. Ich inwigilacja posuwała się do tego stopnia, że sprawdzały codziennie cesarskie prześcieradła, ustalając na ich podstawie datę zajścia Sisi w ciążę…

4) W jednym z fragmentów powieści, Sisi uczy się pełnego tytułu Franciszka Józefa. Jedyne, co była w stanie zapamiętać, to zaledwie początek tytułu, który bardzo dobrze oddaje rozległość ówczesnej władzy i potęgi cesarza: „Franciszek Józef Pierwszy, z Bożej Łaski cesarz Austrii, król Węgier, Czech, Lombardii, Wenecji, wielki książę Toskanii i Krakowa, książę Lotaryngii, wielki książę Siedmiogrodu, margrabia Moraw, książę Górnego i Dolnego Śląska, Modeny, Parmy, Piacenzy…”. 

Ulubiony cytat: 

„Musimy godnie przeżyć życie, które jest nam przeznaczone”.

Tytuł: „Sisi. Cesarzowa mimo woli”
Autor: Allison Pataki 
Wydawnictwo: HarperCollinsPolska
Data wydania: 9 września 2015 
Ilość stron: 365
Moja ocena: 8/10

piątek, 16 października 2015

Najpierw czytam, później oglądam: Co się wydarzyło w Madison County - Robert James Waller


Uwielbiam czytać książki i porównywać je z ekranizacjami. Różne wyciągam z tego wnioski. Czasami treść książki zupełnie odbiega od filmu, innym razem jest niemal identyczna. W przypadku „Co się wydarzyło w Madison County”, mimo gwiazdorskiej obsady ekranizacji, to książka bardziej mnie wzruszyła i porwała.

Historia w niej przedstawiona jest trochę klaustrofobiczna. Występuje tu właściwie tylko dwóch bohaterów, którzy mimo pozornego niedopasowania, zakochują się w sobie bez pamięci.

Franceska jest przykładną żoną i matką dwójki dorastających dzieci. Wiedzie spokojne życie na farmie w stanie Iowa, z dala od cywilizacji. Mimo pozornej stabilizacji i udanego życia rodzinnego, jest znudzona i nieszczęśliwa. Nie spełnia się jako gospodyni domowa. Często też wraca myślami do rodzinnych Włoch, kiedy była młodą dziewczyną, a życie wydawało się pełne marzeń do spełnienia.

Pewnego razu jej mąż z dziećmi wyjeżdżają na kilka dni. Franceska jest szczęśliwa z powodu danej jej na chwilę wolności, dlatego planuje poświęcić ten czas tylko dla siebie. Akurat w tym momencie na jej farmę trafia Robert, fotograf pracujący dla „National Geographic”, który przyjechał do hrabstwa Madison, by sfotografować dla magazynu kryte mosty.

To przypadkowe spotkanie na zawsze odmienia życie obojga. Chociaż mają do dyspozycji zaledwie cztery dni, powoli zbliżają się do siebie i w końcu zakochują. Powstają jednocześnie dylematy. Co dalej? Czy Franceska ma porzucić dotychczasowe, nudne, ale ustabilizowane życie i uciec z Robertem? Co jest w życiu najważniejsze: obowiązek, czy uczucie, które spotyka człowieka tylko raz?

Film z Meryl Streep (nominowaną do Oscara) i z Clintem Eastwoodem obejrzałam pierwszy raz wiele lat temu. Pamiętam, że bardzo mi się wtedy podobał, a końcówka wzruszyła mnie do łez. Ale oglądając go ostatnio reagowałam już zupełnie inaczej. Bardziej patrzyłam na tę historię racjonalnie, zadając sobie pytanie: czy możliwe jest pokochać kogoś tak bardzo w zaledwie cztery dni? Szczerze wątpię.

Tym razem oglądałam więc film trochę jako science-fiction dla niepoprawnych romantyków. I zamiast na przedstawianej miłości bez granic, skupiałam się bardziej na genialnej grze aktorskiej, która na pewno jest godna uwagi. Ale w samej historii widziałam jedynie zdradę i nieracjonalne zachowania, przez co nie potrafiłam kibicować tej zakazanej miłości.

Inaczej jest z książką. Jest bardzo zgrabnie napisana i czyta się ją wyjątkowo szybko (także z racji tego, że ma zaledwie 160 stron). Autor dokładnie wyjaśnia uczucia Franceski i Roberta, dzięki czemu ich historia i nieoczekiwane uczucie nabiera autentyzmu. Polecam ją wszystkim romantyczkom, które lubią porywające historie miłosne. Może gdzieś na świecie takie nagłe miłości faktycznie się zdarzają? :-) 

Fot. okładki książki: Wydawnictwo Prószyński i S-ka 
Fot. kadr z filmu: źródło: 104filmy 

Tytuł: „Co się wydarzyło w Madison County” 
Autor: Robert James Waller
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 
Data wydania: 2 września 2015
Ilość stron: 160 
Moja ocena książki: 7/10
Moja ocena filmu: 6/10 
Książka przeczytana w ramach wyzwania: Najpierw czytam, później oglądam

wtorek, 13 października 2015

Stosik październikowy


Jak co miesiąc, przedstawiam Wam nowości w mojej biblioteczce. Tym razem znalazły się wśród nich: egzemplarze recenzenckie, jedna książka otrzymana w ramach Book Tour oraz prezent od przyjaciółki:

„Pokolenia. Powrót do domu”- Katarzyna Droga 
 
Z opisu na okładce: W życiu Janki i Leszka pojawiła się wreszcie długo wyczekiwana, wymarzona córka Kasia. Po latach dorosła Katarzyna spisze historie rodzin Borengów i Zajewiczów. Będzie dramatyczna i pełna niespodzianek jak cała powojenna historia Polski. 

Dlaczego czytam: Po lekturze pierwszej części „Pokoleń” byłam zachwycona i wiedziałam, że muszę sięgnąć po kontynuację. Cieszę się, że Wydawnictwo Editio mi to ułatwiło, udostępniając egzemplarz recenzencki. Premierę książki zaplanowano na 21 października.

„Utrata” - Rachel Van Dyken 

Z opisu na okładce: Czy jedyna osoba, która jest w stanie pomóc ci wydostać się z kokonu rozpaczy, w którym mieszkasz od tak dawna, że nic innego nie daje ci poczucia bezpieczeństwa, może nagle… odejść? Jak to jest, gdy szansa na ratunek nieodwołalnie łączy się z utratą?

Dlaczego czytam: Do tego tytułu przekonały mnie pozytywne recenzje na wielu blogach. A dzięki uprzejmości Michaliny z „Książkowego świata”, która zorganizowała Book Tour z „Utratą”, książka bardzo szybko trafiła w moje ręce. Nie mogę się doczekać, kiedy ją przeczytam. :-)

„Sisi. Cesarzowa mimo woli” - Allison Pataki 

Z opisu na okładce: Po abdykacji Ferdynanda Habsburga na cesarskim tronie zasiada osiemnastoletni Franciszek Józef. Jest zaręczony z bawarską księżniczką Heleną. Jednak kiedy w 1853 roku narzeczona przybywa na wiedeński dwór, młody cesarz zakochuje się od pierwszego wejrzenia w jej siostrze Sisi, i to ją prosi o rękę. 

Dlaczego czytam: W dzieciństwie uwielbiałam filmy o Sisi, a dwa lata temu miałam okazję zwiedzić jej dawną siedzibę - Pałac Schönbrunn. Fascynuje mnie jej życie: szczęśliwa miłość niszczona przez lata przez despotyczną teściową, zagubienie w dworskich obyczajach oraz tragiczne dzieje jej ukochanych dzieci.

„Wszystko za Everest” - Jon Krakauer 

Z opisu na okładce: Znakomicie napisana opowieść o losach dwóch tragicznie zakończonych wypraw komercyjnych, które wiosną 1996 roku wyruszyły na szczyt Everestu, przebojem weszła do kanonu literatury górskiej. Książka od niemal 20 lat utrzymuje wysoką pozycję na liście bestsellerów, co jest zapewne zasługą wyraziście zarysowanych postaci i kapitalnej narracji.

Dlaczego czytam: W ubiegły weekend byłam w kinie na filmie „Everest”, który zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Doskonała gra aktorska, niesamowite zdjęcia gór i zakończenie, którego absolutnie się nie spodziewałam – film był doskonały, więc teraz po prostu muszę przeczytać książkę.

„Paryż”- Edward Rutherfurd 

Z opisu na okładce: Poruszająca powieść o Paryżu, w której zostały przedstawione dzieje czterech rodzin. Ich losy splatają się na przestrzeni wieków poprzez zakazane związki, małżeństwa z rozsądku, pragnienie zemsty i śmiertelnie niebezpieczne tajemnice.

Dlaczego czytam:  Od dawna miałam tę książkę na swojej czytelniczej liście, a ostatnio sprezentowała mi ją moja przyjaciółka. Książka jest potężna, bo ma 943 strony. Jestem ciekawa jak wygląda XIX-wieczny Paryż oczami Rutherfurda w porównaniu do współczesnej rzeczywistości.




Czy któraś z przedstawionych książek Was zainteresowała? Czekam na Wasze opinie. :-)

sobota, 10 października 2015

Ostatnie dni Królika - Anna McPartlin


Zaprzeczenie, gniew, targowanie się, depresja, akceptacja – to pięć etapów procesu żałoby według psychologii. Książka „Ostatnie dni Królika” pokazuje, jak przebiegają one u pewnej irlandzkiej rodziny, która musi poradzić sobie z umieraniem bliskiej osoby.   

Główna bohaterka, czterdziestoletnia Mia o przezwisku Królik, umiera w hospicjum na raka. Przerzuty do kości nie dają nadziei na jej wyzdrowienie, ale czy na pewno? Matka Mii walczy szukając eksperymentalnych metod, ojciec gniewa się lub płacze, przyjaciółka zbywa sytuację żartami, rodzeństwo się kłóci, a córka udaje, że nic poważnego się nie dzieje.  

Zauważyłam, że są momenty w blogosferze, kiedy wszyscy czytają tę samą książkę. Na początku października co drugi post, na jaki się natknęłam dotyczył właśnie „Ostatnich dni Królika”. Dlatego postanowiłam sprawdzić, na czym polega fenomen tej książki. 

Myślę, że jest nim ważny temat ujęty w lekki, a chwilami zabawny sposób. Zebrani wokół łóżka chorej różnie radzą sobie z poważną chorobą kochanej osoby. Wszystkie ich zachowania są jednak bardziej humorystyczne niż wzruszające. Spora w tym zasługa barwnych bohaterów - jeśli kłócą się lub przeklinają, to wiadomo, że po chwili będą się też z tego śmiali. Wszyscy razem wzięci są zwariowaną rodzinką, którą lubi się od pierwszej chwili. :-)


Historia Mii dzieje się na dwóch płaszczyznach czasowych. W teraźniejszości ograniczonej do jej łóżka w hospicjum. Oraz w przeszłości, do której wraca, kiedy tylko zasypia. Wtedy znów przeżywa najpiękniejsze chwile swojego życia u boku ukochanego Johnny’ego. 

O ile teraźniejszość jest głośna i pełna ludzi zgromadzonych przy łóżku chorej, o tyle to przeszłość jest, moim zdaniem, ciekawsza, bardziej naładowana emocjami i wzruszająca. Mia jako nastolatka zakochała się w przystojnym koledze jej brata i świetnie rokującym wokaliście Johnnym. Wiadomo, że ich miłość miała tragiczny finał, ale nie wiadomo dlaczego. Ten wątek zdecydowanie interesował mnie najbardziej, a nawet nie mogłam się doczekać, kiedy Mia zaśnie i znów wróci do przeszłości.

Jedyne, czego mi zabrakło w tej książce to balansu pomiędzy humorem, a poważnym podejściem do tematu śmierci. Ponieważ elementów tragikomicznych było zdecydowanie więcej, nie potrafiłam się wczuć w trudną sytuację Mii i jej rodziny. Spodziewałam się, że wyleję morze łez, a nie uroniłam ani jednej… 

Czy jest to duży mankament? I tak, i nie. Zależy, czego czytelnik spodziewa się po lekturze. Jeśli wyciskacza łez, to - na mnie przynajmniej - nie podziałał. A jeśli dobrej, nieskomplikowanej lektury o fundamentalnych kwestiach, to jak najbardziej polecam. Warto zwrócić też uwagę na piękne wydanie książki. Cudowna okładka, duża czcionka, soczyste dialogi, fabuła osnuta wokół istotnego tematu oraz charakterystyczne postaci – to wszystko właśnie składa się na jej fenomen. :-)

Ulubiony cytat: 
„Życie bywa zabawnie nieprzewidywalne”. 

Tytuł: „Ostatnie dni Królika”   
Autor: Anna McPartlin       
Wydawnictwo: HarperCollins Polska 
Data wydania: 9 września 2015      
Ilość stron: 398 
Moja ocena: 7,5/10

środa, 7 października 2015

Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca - Katarzyna Droga


„Pokolenia” są doskonałym dowodem na to, że najlepsze historie pisze samo życie. To barwna opowieść o Jance – dziewczynie, której wczesna młodość przypadła na lata II wojny światowej.  

Autorka, Katarzyna Droga, przedstawia życie Janki na podstawie jej starego pamiętnika, który znajduje w wiekowym, rodzinnym kredensie. Ukryty pomiędzy wyblakłymi pocztówkami w sepii, a zdjęciami ludzi, których nie ma już na tym świecie, staje się podstawą odtworzenia burzliwych dziejów głównej bohaterki. Interesującym zabiegiem jest przemieszanie elementów dziennika z wątkami powieściowymi oraz czasem współczesnym. A także to, że autorka nie zdradza kim była dla niej Janka. Babcią, ciocią, a może matką? Tego dowiadujemy się dopiero na samym końcu.  
Kocham wszelkie sagi rodzinne. Uwielbiam czytać o przemijaniu kolejnych pokoleń i o ludziach uwikłanych w wielką historię. Nigdy jednak nie czytałam sagi opartej na faktach, stąd obawiałam się nieco… nudy. Bo czy prawdziwe życie może być lepsze od fikcji literackiej? 

Okazuje się, że w tym przypadku tak. :-) Janka w moich oczach „przerosła” niejedną pełnokrwistą bohaterkę literacką, a opisywane zdarzenia przyprawiały mnie raz o dreszcze, raz o potok łez wzruszenia. Dawno nie czytałam tak emocjonującej historii. To była prawdziwa podróż w czasie…
A podróż ta rozpoczęła się jeszcze przed wojną, kiedy żyli dziadkowie Janki. Idylliczny świat dzieciństwa bohaterki najpierw przerwała wojna, a potem kolejne dramatyczne wydarzenia związane z wymierzającymi sprawiedliwość na własną rękę „leśnymi”. Kiedy świat Janki, w ciągu jednej nocy obrócił się w gruzy, została zmuszona jak najszybciej wyjechać do siostry na Mazury. Tam spotkała młodszego o 4 lata początkującego lekarza Leszka, który na zawsze odmienił jej życie. 

Ich znajomość pewnie potoczyłaby się inaczej, gdyby nie odwaga Janki. Nie zdradzając szczegółów, napiszę tylko, że niejedna współczesna singielka mogłaby się od niej wiele nauczyć. :-) W ogóle bardzo podobała mi się jej życiowa postawa. Cokolwiek się nie działo, przyjmowała los takim, jakim był. Nawet jeśli rozpaczała, była w niej zawsze niesamowita wola życia. Co ciekawe, wszystkie ważne chwile przeżywała podczas deszczu, stąd podtytuł: „Wiek deszczu, wiek słońca”.   

Katarzyna Droga opisała miniony świat Janki odważnie i obrazowo, wplatając w powieść wiele soczystych dialogów i „smaczków historycznych” – począwszy od lat 20. minionego wieku po znaczący w życiu całej rodziny rok ’65. Nie znajdziemy tu suchych faktów o wojnie, powojennej rzeczywistości czy komunizmie, ale np. wzmiankę o tym, że po ’40 roku ludzie najczęściej przemieszczali się piechotą lasami, a przejście 35 km w ciągu jednego dnia było normą. Lub że w ’56 marzeniem wszystkich była szara syrenka, zaś w modzie królowały rozkloszowane spódnice i kardigany. 
Wiem, że niektórzy z Was obawiają się sag rodzinnych ze względu na liczne nawiązania historyczne i polityczne. Ja też mam często podobne wątpliwości, dlatego tym bardziej cenię barwny styl „Pokoleń”. Już od pierwszych słów widać, że autorka ma na co dzień do czynienia z pisaniem (jest redaktor naczelną magazynu „Sens” Wydawnictwa Zwierciadło) i słusznie odczytuje oczekiwania czytelników.
„Pokolenia”, nazwałabym książką nieoczywistą. Ze swoją skromną okładką i drobnym drukiem (który był moim zdaniem jedynym minusem) na pewno pozostałaby przeze mnie niezauważona w księgarni kipiącej od krzykliwych nowości. To książka, którą poznaje się powoli. Której trzeba dać czas i szansę, by dobrze wczuć się w sytuację bohaterów i ich świat. Jeśli to zrobicie, ich losy na pewno pozostaną z Wami na długo.

Ulubione cytaty: 
„Przychodzi taka chwila we wszechświecie, w powietrzu, w czasie, w przestrzeni – nigdy pewnie człowiek nie dowie się, gdzie i czy naprawdę – gdy przepływają, piętrzą się i nakładają na siebie fale zdarzeń. Bywa, że dobre, bywa, że niestety złe”. 
„Przeminą. Twarz kobiety wciąż przechylonej przez poręcz balkonu rok po roku otrzymywać będzie nowe znaki czasu, aż zamieni się w twarz staruszki – tej, która właśnie stoi w bramie na dole, pochylona, z laską, z bielutkim warkoczem. I tak wciąż, wciąż, wciąż… Słońce patrzy na to, zawieszone jak lampa”.
„Życie jest jak koszulka dziecka – krzyknęła, biegnąc do kuchni. – Krótkie i zasrane!” 
„Nic nie jest w stanie ocalić nas od przemijania. Od zapomnienia – może”. 
Tytuł: „Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca”    
Autor: Katarzyna Droga    
Wydawnictwo: Editio
Data wydania: 5 listopada 2013   
Ilość stron: 412 
Moja ocena: 9,5/10