piątek, 14 sierpnia 2015

Najpierw czytam, później oglądam: Motyl - Lisa Genova


To wielka sztuka pisać o cierpieniu bez patetyzmu. Bez użalania się i idealizowania. A jednak autorce „Motyla” to się udało. Przedstawiła chorobę Alzheimera w prosty, ale przejmujący sposób, tworząc prawdziwą, ludzką kreację Alice oraz przytaczając wiele szczegółów na temat przebiegu choroby.

Poznając Alice wiemy, że osiągnęła w życiu wszystko. Jest pięćdziesięcioletnią kobietą z sukcesami zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. Ma kochającego męża Johna, trójkę ambitnych dzieci oraz pracę, którą uwielbia. Od ponad dwudziestu lat jest wykładowcą na Harvardzie, a jej błyskotliwa kariera przyczynia się do rozwoju psycholingwistyki, czyli dziedziny zajmującej się psychologicznymi podstawami funkcjonowania języka – co wiem z Wikipedii. :-)
Świat Alice nie zmienia się nagle i diametralnie. Po prostu pewnego dnia zaczyna zapominać. Co oznaczają zapiski w jej kalendarzu, gdzie odłożyła telefon, dotąd powinna polecieć na wygłoszenie wykładu. Początkowo bagatelizuje objawy, bo myśli, że to menopauza. I nawet, kiedy dowiaduje się od lekarza, że ma Alzheimera o wczesnym początku (na którego cierpi tylko 10% pacjentów), nie wpada w panikę. Wciąż wydaje się jej, że może przyjmować leki i prowadzić normalne życie.
Drastyczne zmiany następują powoli. Upływający czas (dokładnie dwa lata) stopniowo zabiera Alice wszystko. Jej ukochaną pracę, bo nie jest w stanie przypomnieć sobie słów na wykładzie. Jej hobby jogging, bo gubi się w tłumie i nie potrafi odnaleźć drogi do domu. Jej tożsamość, bo przestaje być naukowcem, a staje się osobą całkowicie uzależnioną od innych. 

Dotąd wydawało mi się, że Alzheimer to zapominanie imion, nazw i tego, co się przed chwilą powiedziało. Ale to nie wszystko. Osobom cierpiącym na tę chorobę szwankuje też zmysł postrzegania przestrzennego. Nie są w stanie prawidłowo ocenić odległości obiektów. Dlatego Alice w pewnym momencie skręca kostkę, schodząc z chodnika i nie potrafiąc określić jego wysokości. 

Czytanie o postępującej demencji było zarazem interesujące i straszne. Lisa Genova w mistrzowski sposób przedstawiła świat chorego. Wieczne poszukiwanie rzeczy, gubienie się we własnym domu, odizolowanie. Ukazała rzeczywistość oczami Alice, ale co ciekawe, bez używania pierwszoosobowej narracji. Mistrzowska jest szczególnie jedna z ostatnich scen, kiedy John spiera się z ich dziećmi w sprawie przeprowadzki do Nowego Jorku, a siedząca obok, nieobecna Alice przysłuchuje się im jakby „zza szyby”. Słyszy, ale nie rozumie. Nawet tylko dla tej sceny warto przeczytać tę książkę.
Autentyczności historii Alice dodaje fakt, że autorka (sama będąca neurobiologiem) pracowała nad nią przy pomocy środowiska lekarskiego, obserwując pracę na Oddziale Zaburzeń Pamięci, regularnie kontaktując się z pacjentami, a nawet biorąc udział w testach neuropsychologicznych. Jak doczytałam w wywiadzie kończącym książkę, inspiracją do napisania „Motyla” była historia jej babci, która zachorowała na Alzheimera w wieku osiemdziesięciu lat. 
„Motyl” to kawał dobrej literatury, którą polecam wszystkim. Nie bójcie się ciężkiej tematyki, bo jest tu ona podana w wyjątkowo przystępny sposób. Podobnie godna uwagi jak ekranizacja „Still Alice” z oscarową rolą Julianne Moore (która po prostu staje się Alice) oraz niezłą kreacją Kristen Stewart, która przekonująco wciela się w jej córkę Lydię i tym samym odcina od etykietki Belli ze „Zmierzchu”. Warto, naprawdę warto przeczytać i zobaczyć. 
PS. W książce autorka często wspomina o ulubionym napoju Alice, czyli o herbacie z cytryną. Akurat w przypadku bohaterki nie ma to znaczenia, bo jej choroba ma podłoże genetyczne, ale czy wiedzieliście, że picie herbaty z cytryną może przyczyniać się do powstania Alzheimera? (W przypadku, gdy wrzucamy cytrynę do wrzątku, a fusy z herbaty są jeszcze w szklance). Ja dowiedziałam się o tym całkiem niedawno. Dlatego teraz częściej wybieram herbatę z pomarańczami.  
Tytuł: „Motyl” 
Autor: Lisa Genova 
Wydawnictwo: Filia 
Data wydania: 16 kwietnia 2014 
Ilość stron: 350 
Moja ocena książki: 9/10 
Moja ocena filmu „Still Alice”: 9/10  
Książka przeczytana w ramach wyzwania: Najpierw czytam, później oglądam

wtorek, 11 sierpnia 2015

Fangirl - Rainbow Rowell


Uwielbiam cytat Carlosa Ruiza Zafóna „Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie”. To by tłumaczyło, dlaczego „Fangirl” tak bardzo przypadła mi do gustu. Chociaż okładka zapowiada historię bliźniaczek, ja powiedziałabym raczej, że jest to opowieść o studenckim życiu, pasji oraz o tym, że nawet największy „freak” znajdzie swoją bratnią duszę.:-) 

Autorka skupia się tylko na jednej z sióstr. Jest nią Cath, tytułowa „Fangirl”, czyli dziewczyna totalnie aspołeczna. Żyje we własnym, wirtualnym świecie i boi się spotkań z ludźmi. Dotąd jej jedyną przyjaciółką była bliźniaczka Wren. Jednak wraz z rozpoczęciem nauki w college’u, ta oznajmia, że nie chce dłużej mieszkać z Cath, ponieważ woli towarzystwo nowych znajomych i studenckie imprezy. 

Wren znika więc z horyzontu, a jej siostra jest zdana na siebie. Trafia do akademika, gdzie poznaje sarkastyczną Reagan, jej wiecznie uśmiechniętego „chłopaka” Leviego i kolegę z zajęć kreatywnego pisania Nicka. Początkowo Cath jest tak odizolowana, że nie potrafi nawet trafić do stołówki. Woli odżywiać się przez miesiąc batonikami, niż odezwać się do współlokatorki i spytać, gdzie można zjeść obiad.  

To, co odróżnia główną bohaterkę od innych, to jej wielka pasja do pisania. Cath każdą wolną chwilę spędza na pisaniu tzw. fanfików, czyli nieoficjalnych opowiadań o fikcyjnym Simonie Snow. Są one często przytaczane w książce i traktowane jako „wstawki” pomiędzy kolejnymi rozdziałami. O ile jednak historia Cath mnie bardzo interesowała, o tyle jej fanfiki już mniej. Może dlatego, że Simon Snow przypominał mi Harry’ego Pottera, a nie przepadam za wtórnością. 


Mimo to „Fangirl” czytało mi się szybko i przyjemnie. Wracając do cytatu Zafóna, wydaje mi się, że polubiłam tę książkę ze względu na jej znajomy mi klimat. Autorka idealnie oddała atmosferę pierwszego roku studiów, zagubienia wśród masy nowych ludzi, trudności w aklimatyzacji z dala od rodzinnego domu oraz zawierania prawdziwych przyjaźni z ludźmi, którzy początkowo wydają się nadawać na zupełnie innych falach. :-) 

Nie zabrakło też sympatycznej i wciągającej historii miłosnej oraz pokazania skomplikowanych relacji Cath z imprezującą siostrą, nadwyrężonym psychicznie, ale kochającym ojcem oraz nieobecną matką. Te wątki znacznie urozmaicają fabułę i sprawiają, że życie Cath na pewno nie jest monotonne. 

Myślę, że wrażenia z „Fangirl” w dużym stopniu zależą są od tego, czy polubicie główną bohaterkę. Przyznaje, że Cath jest dziwna, neurotyczna, a nawet dziecinna. Zapewne dlatego, czytając recenzje na innych blogach, spotkałam się z zarzutami, że książka jest infantylna. Nie zgodzę się z tym. Styl pisania Rainbow Rowell jest świeży, zabawny i lekki, ale nie infantylny. To jedynie jej bohaterowie są chwilami zdziecinniałymi geekami, którym ciężko się odnaleźć w świecie. Trudno ich zrozumieć, ale łatwiej zaakceptować. Ja zaakceptowałam od razu. I dzięki temu bawiłam się przednio. :-) 

Tytuł: „Fangirl” 
Autor: Rainbow Rowell  
Wydawnictwo: Otwarte/Moondrive 
Data wydania: 27 lipca 2015  
Ilość stron: 457 
Moja ocena: 8/10

niedziela, 9 sierpnia 2015

Stulecie Winnych. Ci, którzy wierzyli - Ałbena Grabowska


To już ostatnie spotkanie w Winnymi. Trzeci tom sagi zamyka historię rodziny po 100 latach od narodzin Ani i Mani. Trochę szkoda, bo będę tęsknić za niektórymi bohaterami. Niestety, o ile pierwsze dwie części sagi bardzo mi się podobały, o tyle trzecia okazała się najmniej ekscytująca.  

Po pierwsze ród Winnych się rozrasta. Rodzą się nowi bohaterowie lub powracają po latach starzy. Chwilami gubiłam się w tym natłoku nie tylko ja sama, ale i… autorka książki. Na przykład na stronie 13 Kasia (córka Mani) opowiada lekarzowi, jak jej babcia i babunia urodziły się w różnych dniach, mimo że są bliźniaczkami. Tymczasem, chodziło jej o… swoją matkę Manię i ciocię Anię. Innym razem autorka pisała o charakterystycznym znamieniu w kształcie serca na ramieniu Julii (strona 41), by już dziesięć stron później wspomnieć o tym samym znamieniu, tylko że na skroni. :-)  

Po drugie, nadmierną ilość postaci i wątków powoduje „nierówność” akcji. Jedne wydarzenia rozciągnięte są w czasie zajmując kilkanaście stron, za to inne potraktowane są po macoszemu i opisane pobieżnie, bez dbałości o istotne szczegóły. Jak tylko wciągałam się w daną historię, była ona urywana i autorka przechodziła do następnej.

Po trzecie (ale to już moje całkiem subiektywne odczucie), zupełnie nie interesował mnie wątek księdza Ignacego, nadmiernie rozbudowany kosztem innych, ciekawszych historii (np. Jaśka ze Stanów). Nie lubiłam też Ewy, która okazała wielką niewdzięczność względem jej kochającej przybranej matki Ani.


Mimo tych nieścisłości i niuansów trzeciej części, wciąż uważam, że sagę „Stulecie Winnych” jako całość warto przeczytać. Ałbena Grabowska jest autorką, którą warto znać, a jej twórczość to nie tylko historia rodziny, ale i historia Polski w ogóle.

Od I i II wojny światowej, przez kolorowe lata 70., po współczesność. Mnie, oprócz przemian społecznych i politycznych, najbardziej ciekawiły lata 80. Z przyjemnością wspominałam swoje własne dzieciństwo, czytając, jak Julia i Urszula oglądają „Dynastię” i „Koło fortuny” lub jak ekscytują się pierwszymi reklamami w telewizji i robieniem zakupów w Pewexie. :-)

Odkładam przeczytane „Stulecie Winnych” z sentymentem i poczuciem dobrze spędzonego czasu. Teraz czekam na kolejną, równie dobrą polską sagę. 

Tytuł: „Stulecie Winnych. Ci, którzy wierzyli 
Autor: Ałbena Grabowska  
Wydawnictwo: Zwierciadło  
Data wydania: 22 kwietnia 2015  
Ilość stron: 322 
Moja ocena: 7/10

piątek, 7 sierpnia 2015

Stosik weekendowy :-)


Jest tak gorąco, że ciężko mi się na czymkolwiek skupić. Mogę jedynie czytać. :-) Dlatego przestawię Wam dzisiaj plany czytelnicze na weekend. Mam nadzieję, że spodobają Wam się książki, które zamierzam wkrótce zrecenzować: :-) 

„Fangirl” – Rainbow Rowell 

Z opisu na okładce: Wren i Cath to siostry bliźniaczki „podobne” do siebie jak ogień i woda. Wren chce w życiu spróbować wszystkiego. Lubi imprezować, randkować i poznawać ludzi. Cath woli siedzieć w pokoju i pisać fanfiction. Gdy bliźniaczki idą do college’u, ich drogi się rozchodzą. Wren nie chce już mieszkać z siostrą. Cath musi opuścić swój bezpieczny świat i stawić czoła rzeczywistości. 

Dlaczego czytam: Jak już pewnie wiecie, jestem mało odporna na piękne okładki, a „Fangirl” kusi ładnym rysunkiem, pastelową kolorystyką i zapowiedzią ciekawej opowieści o ludziach, którzy kochają książki. Poza tym spotkałam się z wieloma bardzo dobrymi opiniami o poprzedniej książce Rainbow Rowell „Eleonora i Park”. 

„Najlepsze buty na świecie” – Michał Olszewski 

Z opisu na okładce: Polska z reportaży Olszewskiego to kraj podwójny: pod powierzchnią małej stabilizacji, na obrzeżach zwyczajnego życia rozgrywają się wydarzenia dramatyczne. Oto zagubiona w jednej z podkarpackich kotlin wioska, gdzie maltretowany przez księdza ministrant popełnia samobójstwo. Oto małopolskie Skawce, gdzie przywiązanie do ziemi przegrywa z wielką inwestycją. 

Dlaczego czytam: Ponieważ w maju tego roku Michał Olszewski otrzymał za książkę Nagrodę im. Kapuścińskiego 2015. „Najlepsze buty na świecie” uznano najlepszym reportażem literackim, a sam autor (który pisał reportaż aż przez 11 lat), został pierwszym polskim laureatem tej nagrody. Książka pokazuje Polskę, o jakiej „chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć”. Zapowiada się więc ciekawie. 

„Lolita” – Vladimir Nabokov 

Z opisu na okładce: Najgłośniejsza powieść Vladimira Nabokova jest opisem seksualnej obsesji czterdziestoletniego mężczyzny na punkcie dwunastoletniej dziewczynki Dolores. Powieść przetłumaczono na kilkadziesiąt języków, wydawano ją w atmosferze kontrowersji i protestów, a autora pomawiano o pornografię i pedofilię. Obecnie uznawana jest za jedno z arcydzieł literatury. 

Dlaczego czytam: Właśnie dlatego, że dzisiaj „Lolitę” zalicza się do kanonu klasyków literatury światowej. Bardzo chciałabym przeczytać wszystkie książki z listy 100 tytułów BBC, a powieść Nabokova figuruje tam na 62. miejscu. Kiedyś oglądałam film z Jeremy Ironsem w roli głównej, ale niewiele z niego pamiętam. Zamierzam odświeżyć sobie pamięć. 

„Powrót do Daringham Hall” – Kathryn Taylor 

Z opisu na okładce: Ben to bogaty i przystojny biznesmen przyzwyczajony do drogich garniturów  i samochodów. Kiedy pewnego dnia dowiaduje się, że jego matka była żoną Ralpha, głowy szlacheckiego rodu, postanawia zemścić się na ojcu za ich porzucenie. Wyrusza do Anglii, by odebrać mu rodzinną posiadłość. Tuż po przyjeździe zostaje pobity i okradziony. Ratuje go Kate.  

Dlaczego czytam: W ubiegłym miesiącu chyba nie było dnia, żebym nie natrafiła na pozytywną ocenę „Powrotu” na różnych blogach i portalach. Chwilami miałam wrażenie, że jestem jedyną osobą na ziemi, która nie czytała jeszcze tego romansu. A że takie historie miłosne zawsze lubię czytać, nie trzeba mnie było długo przekonywać. :-)

A co Wy zamierzacie czytać w ten upalny weekend? Która z przedstawionych przeze mnie książek najbardziej Was zainteresowała? :-)

wtorek, 4 sierpnia 2015

Duma i uprzedzenie - Jane Austen


„Duma i uprzedzenie” to prawdziwa klasyka klasyk. Choć książka ukazała się 202 lata temu jako jedna z pierwszych powieści społeczno-obyczajowych, do dziś cieszy się ogromną popularnością. Rozeszła się w liczbie ponad 20 mln egzemplarzy i figuruje na szczycie listy 100 książek BBC, które trzeba przeczytać. Co więc można dodać? Jedynie subiektywne wrażenia z pozycji współczesnego czytelnika. 

Główną bohaterką jest Elżbieta (Lizzy), jedna z pięciu nastoletnich córek niezbyt zamożnych państwa Bennet. Ponieważ sensem istnienia ich matki jest wydanie wszystkich córek dobrze za mąż, pojawienie się w okolicy nowego sąsiada, młodego i bogatego pana Bingleya oraz jego jeszcze bogatszego, przystojnego przyjaciela, pana Darcy’ego, wprowadza w życie rodziny prawdziwy zamęt.  

Co zrobić, by młodzi mężczyźni zakochali się w ubogich pannach bez posagu? Jak skłonić ich do szybkich zaręczyn? – na tym upływają dni poczciwej, ale nieco głupiutkiej pani Bennet. Tymczasem Lizzy uprzedza się do dumnego pana Darcy’ego, a jej siostra Jane z wzajemnością zakochuje się w nieśmiałym panu Bingleyu. Do szczęścia obu par prowadzić będzie długa droga, pełna dumnych postaw, niedomówień, źle odczytanych intencji, a nawet skandali obyczajowych.

  
Wielkim plusem powieści jest plejada wyrazistych bohaterów. Darcy początkowo jest arogancki i gruboskórny, by potem okazać się prawdziwym gentelmanem, matka panien to egzaltowana dama w średnim wieku, za to ojciec pełen życzliwości, ale cicho stojący z boku. No i Lizzy, marząca o wielkiej miłości, przewyższająca inteligencją siostry oraz kpiąca z konwenansów i etykiety. Głównych bohaterów da się lubić, aczkolwiek dziecinność pozostałych sióstr Bennet bywa niekiedy irytująca…

Nie kwestionując wartości książki, muszę niestety przyznać, że czytało mi się ją ciężko. Z trudem wczuwałam się w klimat brytyjskiej prowincji przełomu XVIII i XIX wieku, gdzie jedynym celem życia kobiet było wyjście za mąż za bogatego kawalera. Rozumiem, że takie były realia tamtych czasów, które ciężko odnieść do dzisiejszych standardów. Mimo to z trudem przyswajałam fabułę i styl powieści. Z jednej strony spotkałam się z dużą dawką humoru ukazującego postawy ludzkie w „krzywym zwierciadle”. Z drugiej strony napotykałam wiele archaicznych zwrotów, ciężkostrawnych dla współczesnego odbiorcy.

Nie zmienia to faktu, że absolutnie nie żałuję czasu spędzonego nad powieścią. Warto przeczytać „Dumę i uprzedzenie” chociażby po to, by poznać światową klasykę. Mając jednak na półce prawie całą serię klasyki z „Angielskiego ogrodu” stwierdzam, że dużo bliżej mi do piszącej ponadczasowe powieści Elizabeth Gaskell niż do romantycznej Jane Austen.

Ciekawostki: 

1) Jane Austen zaczęła pisać „Dumę i uprzedzenie” mając jedynie… 21 lat.
2) Początkowo powieść miała mieć tytuł „Pierwsze wrażenia”, odnoszący się bezpośrednio do tezy autorki, że człowiek zyskuje w miarę bliższego poznania i nie warto oceniać nikogo po pozorach. Tytuł został jednak zmieniony, by uniknąć skojarzeń z inną książką wydaną w tym samym czasie.
3) Choć tematyka książek Austen często dotyczy zamążpójścia, sama autorka nigdy nie wyszła za mąż.


Ulubiony cytat: 
„Zachowaj tylko te wspomnienia, które dają ci radość”.

Tytuł: „Duma i uprzedzenie”   
Autor: Jane Austen  
Wydawnictwo: Świat Książki 
Data wydania współczesnego: 30 kwietnia 2014 
Data wydania oryginału: 28 stycznia 1813 
Ilość stron: 368 
Moja ocena: 7/10

PS. Do zdjęć wykorzystałam mój nowy nabytek, z którego się bardzo cieszę - niebieską deskę zrobioną przez artystkę Monikę z bloga "Moje pasje w jednym miejscu". :-)