sobota, 5 sierpnia 2017

Siostra burzy - Lucinda Riley


Czekałam z niecierpliwością na drugą odsłonę magicznej sagi o siedmiu siostrach. Spodziewałam się rzucenia przez autorkę światła na zagadki z poprzedniej części i być może pojawienia się nowych tajemnic. Tymczasem – jak to często w życiu bywa – miało być pięknie, a wyszło jak zawsze. :-)

Co poszło nie tak? Czytając „Siostrę burzy”, miałam wrażenie, że Lucinda Riley stała się niejako ofiarą konceptu, który sobie wymyśliła. Koncept ten zakłada, że akcja wszystkich części sagi zaczyna się w tym samym momencie – kiedy umiera przybrany ojciec siedmiu sióstr, Pa Salt po czym ukazane są dalsze losy każdej z jego córek. I byłoby to zapewne ciekawe, gdyby nie jeszcze jeden szczegół…

Mianowicie pisarka uznała też, że będzie dobrze, jeśli czytelnicy nie będą musieli czytać jej książek po kolei. Mogą więc wybrać sobie dowolną część sagi, a i tak dowiedzą się, o co chodzi. I niestety w tym widzę największy problem – w praktyce oznacza to bowiem, że pierwsze 80 stron to ponownie wyłuszczanie tego, co już było wyjaśnione w pierwszej części.   

Zatem jako czytelnik, który nie sięga pierwszy raz po tę sagę, musiałam znów przebrnąć przez to, co już doskonale wiedziałam: kiedy i w jakich okolicznościach umarł ojciec sióstr, co się stało, kiedy jego córki przyjechały na pogrzeb do rodzinnego domu, jakie każda z nich ma cechy charakteru i czym się zajmuje oraz czym obdarzył je ojciec w testamencie. Dopiero po wspomnianych 80 stronach zaczyna się dla stałych czytelników sagi tzw. akcja właściwa. 


Obejmuje ona już tradycyjnie dwie płaszczyzny czasowe. W teraźniejszości Ally, żeglarka i flecistka, podąża za wskazówkami zostawionymi jej przez ojca i próbuje odnaleźć swoje korzenie. Druga płaszczyzna czasowa to XIX wiek i historia życia Anny (być może praprababki Ally) – dziewczyny obdarzonej niebiańskim głosem, którą na norweskiej wsi odkrywa „łowca talentów” i zabiera do Christianii.  

Z tych dwóch opowieści zdecydowanie bardziej zaciekawiły mnie losy Anny i można powiedzieć, że na 200 stron, gdzie jest o niej mowa, Lucinda Riley wróciła do swojej pisarskiej świetności. Były dramaty, zwroty akcji oraz nieszablonowi bohaterowie. Pozostałe jednak strony, poświęcone mało wyrazistej Ally, czytałam już bezrefleksyjnie, byle dotrwać do końca. Szkoda, że magia i rozmach z pierwszej części gdzieś uleciały. Być może kolejna odsłona pokaże – czy fabuła sagi faktycznie zmierza w złym kierunku, czy był to tylko chwilowy spadek formy. 

Tytuł: „Siostra burzy” 
Autor: Lucinda Riley 
Tłumaczenie: Marzenna Rączkowska, Maria Pstrągowska
Wydawnictwo: Albatros 
Data wydania: 14 czerwca 2017 
Liczba stron: 575 
Moja ocena: 6,5/10

22 komentarze:

  1. Raczej nie dla mnie ta saga, jak widzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wbrew pozorom polecam. Pierwsza część bardzo mi się podobała i mam nadzieję, że w kolejnych odsłonach sagi autorka również pokaże swój talent :-)

      Usuń
  2. Ja bym chciała za to poznać tą serię, bo mnie bardzo ciekawi. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nieco bez sensu, że tak duża część książki to przypomnienie akcji poprzedniej. A to dopiero drugi tom. Ciekawe, ile wstęp będzie zajmował w kolejnych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Lucinda Riley odejdzie nieco od tej sztywnej konwencji w kolejnych częściach...

      Usuń
  4. Szkoda, że autorce nie udało się utrzymać poziomu poprzedniej książki... Ale muszę przyznać, choć będzie to bardzo głupie, że mimo dość niskiej oceny i tak mam ochotę przeczytać tę serię, ponieważ te wydania są taaaakie ładne! <3 :D

    Pozdrawiam,
    Czytanie Naszym Życiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda - okładki są cudowne, czego nie da się oddać w 100% na zdjęciach.

      Usuń
  5. Nie wiem, czy to aby na pewno moje klimaty, ale wydaje się, że książki są dosyć ciekawe. Może kiedyś będę miała okazję je przeczytać, kto wie! :)
    Pozdrawiam! włóczykijka z imponderabiliów literackich

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie przepadam za sagami, gdzie kolejna książka przypomina resztę... Po to są sagi, aby cieszyć się lekturą z nową historią jak najdłużej :) Pozdrawiam, Daria z https://book-night.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta saga jeszcze przede mną. Chyba poprzestanę na 1 książce.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam tę sagę w planach. Kurczę, szkoda, że ta magia uciekła :/ Zapowiadała się fascynująca historia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, że magia powróci w kolejnych tomach :-)

      Usuń
  9. Pierwszego tomu nie znam, ale raczej chętnie bym się z nim zapoznała ;) wtedy będę mogła porównać, czy faktycznie drugi jest trochę gorszy :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Pierwszy raz słyszę o tym cyklu. Wnioskuję z tego tyle, że jest to seria typu: wymierz sobie któryś z tomów serii, a reszty nie czytaj ;P Nie do końca mnie przekonuje.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to co prawda jakiś pomysł, ale dla stałych czytelników może być jednak męczący. Zobaczymy, jak saga rozwinie się dalej. Mam nadzieję, że będzie tylko lepiej :-)

      Usuń
  11. Dużo słyszałam o tej książce, ale jeszcze nie trafiła w moje ręce ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam mieszane uczucia. Wydaje mi się, że jednak ta seria jest nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszą część mogłabym Ci polecić - mnie zachwyciła :-)

      Usuń
  13. Nie słyszałam wcześniej o tej serii, ale koncept wydaje mi się szalenie ciekawy! Pierwszy raz spotykam się z serią, którą można zacząć czytać w dowolnym momencie... Ale z drugiej strony to prawda, że dla czytelnika, który zapoznał się z poprzednim tomem taki długie wprowadzenia mogą być nudne... Pozdrawiam i obserwuję. xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koncept faktycznie jest bardzo ciekawy, a jak będzie z realizacją całości - zobaczymy. Mimo wszystko jestem dobrej myśli :-)

      Usuń
  14. Pierwszy raz spotykam się z tym tytułem. Wezmę tytuł pod uwagę i dopiszę go do listy. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń